Kłamstwa sprzedających

Lip 21 2013 carl23 MOTO-Blog, Różności 3

Nie od dziś wiadomo, że handlarze samochodów to kłamczuchy, trzeba od nich stronić z daleka, bo jak nie oszuka to przecież nie sprzeda samochodu. Że lepiej się wystrzegać samochodów od handlarzy, bo picują złomy etc. Każdy, gdzie się ucho nie przyłoży mówi, że lepiej poszukać samochodu od właściciela. Ale czy aby na pewno? Czy taka segregacja jest właściwa? No i tutaj należałoby się poważnie zastanowić-Skąd Ci handlarze biorą samochody???Ano przecież od użytkowników prywatnych lub od firm. Czy samochody od użytkowników prywatnych są takie dobre, że trzeba się na nie rzucać bo to od prywaciarza a nie handlarza? Tu już bym takim optymistą nie był, a dlaczego? Ano dlatego, że wcale tak kolorowo nie ma. Prywatny właściciel samochodu rzadko sprzedaje samochód doinwestowany, przy którym nie ma potrzeby nic dłubać, najczęściej są to sprawy drobne jak wybite zawieszenie, zużyte hamulce, koniec eksploatacji rozrządu, czy jakieś mankamenty blacharskie-wgnioty czy większe zarysowania.

kłamstwa sprzedających

Źróło: http://motoryzacja.interia.pl

Handlarz kupując taki samochód w kilka dni ogarnie co trzeba, bo dobrze wie, że to nie dyskwalifikuje pojazdu, a przeciętny zjadacz chleba jak decyduje się na zmianę samochodu i przyjeżdża oglądać 7-10 czy 12 letni samochód to zauważy każdą ryskę na zderzaku czy na karoserii, każdą plamkę na fotelu, a nie daj Bóg przepalenie na fotelu i każda tak poważna usterka albo dyskwalifikuje dalsze ogladanie, albo załącza się ton roszczeniowy i każde odstępstwo od nowego jest warte 500 czy tysiąc złotych i chcą by im opuścić na „naprawę” gdzie 99,9 % nawet by tego nie dotknęła po zakupie. No ale nie istotne, kupujący jest od tego by marudzić przy kupowaniu, a ja na sprzedaż zgadzać się przecież nie muszę. Wszędzie czyta się o tym picowaniu, że handlarze to picują samochody do sprzedania. Ha-a no pewno, że picują-SAM TEŻ PICUJĘ fury. Mam tu na myśli, że jak samochód tego wymaga to wstawiam na myjnie by go wyodkurzano porządnie, przeprano tapicerkę jak trzeba, czy porządnie nawoskowali lakier by nadać mu błysk, w innych przypadkach nie ma szans, że ktoś zadzwoni a jak przyjedzie to trzeba się osłuchać, że to złom. Ja np silników nie myję, bo nie mam tego zwyczaju i uważam to za nierozsądne, w zawiązku z tym jakiś czas temu, od Pani, która oglądała samochód usłyszałem, że silnik jest w kiepskiej kondycji, skoro jest taki brudny, no i zabrała się rezygnując z dalszych oględzin. Cóż…takimi klientami się nie przejmuję, nawet mi ich nie żal, bo na własne życzenie kupią świeżo poskładaną, polakierowaną igiełkę od dziadka z Niemiec co to pod kocykiem trzymał. W zimie miałem nissana note, samochód rzeczywiście był bezstłuczkowy i w bardzo dobrej kondycji, miał niski, oryginalny przebieg, no ale miał rysę na zderzaku z przodu, trochę sierści na fotelach bo Państwo od których odkupiłem wozili psa, i w zasadzie tyle. Oczywiście również było to coś niedopuszczalnego i kupujący marudzili, że trzeba będzie to wyczyścić. Ja nie zrobiłem tego z jednego powodu, nie chciałem by to skisło w zimie, a w żaden sposób nie ujmowało to samochodowi, bo nie było to nie wiadomo jak uświniane, no ale w porządku, przyjechali kupujący, zabrali sobie samochód do wcześniej upatrzonego serwisu, no i diagnosta im powiedział, że do zmiany jest wieszak wydechu i za jakiś czas sworzeń wahacza, bo niby nic nie słychać jeszcze ale już jakiś delikatny luz tam wyczuł, no więc zaczęło się targowanie, że muszę na wszystko opuścić itd…mniejsza z tym, bo przy tym samochodzie miałem lepszy przebój, jak przyszedł starszy waćpan z sąsiedniego osiedla, obejrzał, kładł się pod spód (swoją drogą w tym wieku chciałbym mieć tak giętki kręgosłup), potem zażyczył sobie odpalenie, odkręcił korek w 16 zaworowym silniku, posłuchał bulgoczącego się oleju i oznajmił mi „Panie, widzisz Pan jakie ten silnik ma przedmuchy?” Ręce mi opadły, zrezygnowałem z produkowania się i tłumaczenia Panu, oraz oferowania dowolnego serwisu, nawet ASO, że jednak nie ma racji. No cóż, ludzie są różni, zarówno kupujący jak i sprzedający. I obiektywnie stwierdzam, że wśród jednych i drugich są KOSMICI czyli zupełnie oderwani od rzeczywistości ludzie, co nie dopuszczają myśli, że 10 letni samochód jeździł i dlatego w komorze silnika jest kurz na plastikowej obudowie itp. Ale wracając do tych sprzedających…Wybierając samochody do odsprzedaży nie wertuję najtańszych ogłoszeń, bo szkoda mi paliwa na jeżdżenie i słuchanie, że pierwszy właściciel to w kraju jednak, a nie w ogóle, że 1 właściciel nie wiedział o szpachli na samochodzie, ale przez telefon potrafił zachwalać, że wszystko w oryginale, że silnik idealny, ale nie wie dlaczego kopci na niebiesko (w trakcie rozmowy oczywiście wszystko z silnikiem w najlepszym porządku itd. Ale do rzeczy. Często mam tak, że pieniądze czekają a ja przez 3-4 tygodnie nie mogę kupić dobrego samochodu, no ale po segregacji ogłoszeń wybrałem sobie 4 z czego wybrałem jedno i zacząłem wykręcać numer. Samochód 12 letni w średniej-wyższej cenie ogłoszeniowej, więc szanse na dobry egzemplarz powinny być spore, tym bardziej jak poczytało się opis-zadbany, bezwypadkowy, krajowy,9 lat w jednych rękach. No ale zapis swoją drogą, trzeba by to zweryfikować, więc dzwonię-odbiera sprzedający, krótka, treściwa rozmowa-potwierdza że użytkuje ten samochód od 9 lat, pytam o rdzę, twierdzi że nie ma, oprócz 1 pryszcza niedużego na nadkolu z tyłu, jako że to opel to przyjąłem to za standard. Zapytałem o bezwypadkowość-Pan powiedział, że nie tylko bezwypadkowy, ale i bezstłuczkowy, no więc po takich zapewnieniach zdecydowałem się na oględziny. Zajeżdżam na miejsce, spotkałem właściciela, pokazał mi gdzie stoi auto-obejrzałem z jednej strony, dosłownie 20 sekund i już wiedziałem, że nie chcę tego samochodu, no ale pytam:
-Pan go użytkuje od 9 lat? (trochę się zdziwiłem bo dość młody człowiek był, no ale może akurat sobie zakupił po zrobieniu prawka dwulitrową benzynę z LPG w kombi)

-No w  sumie to nie, właścicielem jest mój chrzestny, a ja zbieram na wakacje i dał mi bym go wyczyścił…

-Z mojego standardowego ciśnienia 130/80 po porannej kawie zaczęło się robić więcej, ale pytam dalej:A to co jest?Miało nie być rdzy, tylko 1 purchel, a tu całego rantu błotnika nie ma, poza tym kiedyś już tu dłubane było (co akurat nie dziwne w oplu).

-No w sumie tak, ale to jedyne miejsce, gdzie zauważyłem, ale za to ładną tapicerkę ma, niech Pan zobaczy. A do dla siebie Pan szuka, czy dla żony?
-Próbował ocieplić panującą sytuację…Niestety bezskutecznie, bo jak zobaczyłem przód samochodu to się przeraziłem, nie dość że krzywo poskładany, gdzie ślepy by to lepiej zrobił, to w dodatku maska chyba wałkiem malarskim malowana, na dachu przy szybie czołowej na całej długości zaawansowana korozja (wzrok sprzedającego do zweryfikowania u okulisty, bo zauważył jedynie „purchelek nieduży na rancie błotnika”, jakby tego było mało ktoś nieudolnie polerował samochód, bo 1/3 dachu od szyby czołowej zmatowiona, sprzedawca kolejny raz nieudolnie wciskał, że to pewnie tłuste od plaka-NIE NIE BYŁO TŁUSTE, tam nie było bezbarwnego.

Na podsumowanie stwierdziłem, że nie jestem zainteresowany tym „czymś” bo ciężko to nazwać dobrym samochodem, mimo zapewnień w ogłoszeniu „Zapraszam, bo naprawdę warto nie jestem handlarzem samochód użytkuje przez 9 lata sprawuje się świetnie i jeszcze długo posłuży.”  Jest to sytuacja jedna z wielu jakie spotykam oglądając „prywatne” samochody, te które ja sprzedaję w porównaniu do takich „igieł” to naprawdę królowe piękności i wzory stanu technicznego. Oględziny nie trwały nawet 5 min, odpuściłem sobie jakąkolwiek polemikę ze sprzedającym, moja wiara jest za słaba by łyknąć, że to był chrześniak, no ale nie miało to żadnego znaczenia, bo nie miałem najmniejszej ochoty na rozmowę z takim człowiekiem. Wróciłem lekko poddenerwowany do domu i mówię, mam jeszcze czas, zadzwonię po lekko skorodowane renault, również z gazem tyle, że nie miało wspomagania, więc dlatego było dalej w kolejce. Podliczyłem, że zostawiając kilka stów u lakiernika będą szanse na zarobienie kilku stów, więc telefon w łapkę, dzwonię-„Niestety nie aktualne”, podziękowałem ładnie w duchu wiedząc, że zapewne jakiś niedobry handlarz kupił tego „złoma” odpicuje go i będzie wciskał klientom…

kłamstwa sprzedającychkupowanie samochodu używanego

Komentarzy: 3

Zostaw komentarz
moonka

16 sierpnia 2013 o 06:50

Ja stwierdziłam, że jak kupować używane auto to tylko zza granicy. Dlaczego ? Bo Polak jeździ aż zajeździ albo w najlepszym przypadku sprzedaje bo połowa w aucie jest do wymiany. Kupując zza granic naszego kraju mamy pewność, że auto nie będzie wymagało więcej napraw niż te naprawdę eksploatacyjne i to w niewielkiej ilości. To teza oparta na tym, że np. Niemiec w miarę dba o auto i na pewno je serwisuje (bo nie miłe mu niespodzianki na drodze i go stać), auta te są często po wypadkach, te małe to prawdziwa gratka. Tu mamy auto kogoś, kto nie chce go upchnąć bo się chrzani i już prawie nie jedzie do przodu, tu mamy auto komu się przydarzył wypadek losowy. Tylko kupujmy te auta w stanie takim jak je kupił sprzedający, bez napraw, bez stanu gotowego a będziemy zadowoleni.

Akuq

16 sierpnia 2013 o 11:06

Oczywiście,że warto takie auta kupować, jednak najlepiej sobie samemu sprowadzić, bo aut nie podszykowanych jest bardzo mało. Inna sprawa że te sprowadzane do PL są często najtańszymi egzemplarzami żeby potem ktokolwiek je zakupił, dlatego rynek wygląda jak wygląda a zachodni sąsiedzi śmieją się że jesteśmy śmietnikiem motoryzacyjnym Europy-i trudno się z nimi nie zgodzić.

owi

11 listopada 2013 o 23:32

No nie do konca tak najlepiej. Ja co prawda kupuje nowe samochody:P Ale jakos nie mam zaufania do samochodow zza granicy. Mialem mozliwosc kupienia 1-2 letniego zza granicy i wybralem jednak tanszy ale nowy i z polskiego salonu, bo stwierdzilem za duza kasa i za duze ryzyko.

A wracajac do uzywanych… samochod zmieniam srednio co 2-3 lata, uzywany oddaje bezposrednio w salonie i wiem ze salon je pozniej sam juz sprzedaje w programach pewne uzywane z gwaranacja. Samochody po mnie mialy przbieg rzedu 60-100 tys. Zero usterek, wypadkow, wiec nie zgodze sie ze sprzedawane są tylko zajeżdzone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *