Jakiś czas temu z nie wiedzieć jakich powodów siedziała mi z tyłu głowy marka, z którą wcześniej niewiele miałem do czynienia, kojarząca mi się z wiecznym śniegiem i łosiami. Nigdy jakoś nie korciło mnie w tym kierunku, bo dołowała mnie trochę toporność np zegarów itd, no ale widocznie z wiekiem i ze zwiększającym się poziomem stetryczenia zmieniają się upodobania, wraz z zaokrąglaniem własnego brzucha mózg idzie w kierunku podobania się co raz bardziej kanciatych samochodów, jeszcze parę lat temu podobały mi się pozaokrąglane, no ale cóż…

Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, ale w pewnym momencie pomyślałem sobie-dlaczego nie?Dlaczego nie zakupić wołowiny, czyli volvo. No i jak sobie umyśliłem tak przeszedłem do realizacji pomysłu, szukałem ładnej 850 ale w okolicy nic nie było, 850 dlatego, że szukałem na dłużej dla siebie jakiegoś budżetowego samochodu zamykającego się w stu zielonych Jagiełłach, ponieważ pieniąchy lokuję  w coś innego. Rozglądałem się, rozglądałem no i w końcu znalazłem V70 w automacie i z gazem, nie leżał mi ten automat więc zastanawiałem się, ale jak się okazało zbyt długo, bo minął weekend i samochód przestał być aktualny. Potem uciekł mi kolejny volviak, tym razem kanciak w sedanie z mocą ponad 240KM, jak szybko się pojawił tak szybko zniknął (ach te mirasy nie śpio! 🙂 ) no i tak mijał listopad, grudzień, zaczął się styczeń a ja stałem jak myśliwy na ambonie czekając na szwedzkiego łosia.

Zakupy:

Minęło parę dni, no i pif pafff pada strzał i ustrzelony łoś staje się moją własnością. Wołowina w budzie S 80, z silnikiem 2.4 B+G i szatańską mocą 140KM. Moc powoduje mrowienie na ciele…no właśnie czyim?Nic mi do głowy nie przychodzi, no może poza właścicielami 126p i starych polonezów caro, gdzie moc była absurdalnie niska. Więc mocą na nikim wrażki nie zrobię, no dobra, poszukajmy kolejnych za i przeciw. Zakupiony od 18 właściciela w kraju, a pomiędzy nimi było 23 pośredników prowadzących działalności i 16 co robili to na czarno i przepisywali umowy, ale kto by to brał pod uwagę, tym bardziej że swoim peselem zbliża się w żargonie młodzieżowym do wieku tartacznego (cokolwiek to by miało znaczyć 😉 ) bo zaglądając mu w metrykę jest to wypisz wymaluj 99r. Podtlenek biedy ważny jeszcze parę lat, oczywiście sekwencyjny lub jak to w ogłoszeniach podają-sekfencja, kwity czyli badanie i oc ważne. Cena?Nie ważne, zmieściłem się w 10 tysiach więc źle nie jest, a właściwie w dziesięciu to go dopieszczę jeszcze o podstawowe wymiany. Deal zrobiony z panią pochodzącą z UA, więc to tak w ramach podtrzymania dobrych stosunków, natomiast furacz jeździł po naszym kraju.

Karoseria:

Wołowina to kawał żelaza, wielki sedan, ze sporym bagażnikiem, do którego wchodzą dłużnicy i 3 łopaty do kopania, wtedy też ładnie, sprężyście podróżuje się nim po leśnych wybojach wioząc ekipę do kopania dołków pod fundamenty grobowca zbiorowego, spokojnie zmieści się również teściowa zawinięta w dywan, czy dwie świnie w okresie przedświątecznym, także funkcjonalność bagażnika jest ogromna. Ile ma litrów?W danych technicznych nie sprawdzałem, imprezy jakiejś większej nie miałem, żeby sprawdzić ile litrów wódki tam wejdzie, ale jestem pewien, że więcej wejdzie niż najhuczniejsza impreza jaką zorganizowałbym bliskim znajomym, dalszych nie liczę, bo przecież oni muszą ze swoją wódką przyjść a nie na krzywy ryjek-proste. Co istotne, buda jest prosta, nie nosi śladów napraw, zmieniany 1 błotnik przez ostatniego właściciela, który mówił, że porysowany był. Generalnie nie jest źle na te lata a nawet dobrze, bo lakier równy, brak rudej na pokładzie, a wiadomo, że rudego z imprezy nawet szwedzkiej nie wygonisz. Koło klamki drzwi kierownika ktoś coś zaprawiał kiedyś, mało widoczne, ale również mało profesjonalnie zrobione. Kolor-no cóż, tu znowu dupy nie urywa, granatowy- NIEPERŁOWYNIEMETALIK!!!!JEDYNY TAKI W INTERNETACH!!!! Tez na nikim wrażenia nie zrobi więc lecimy dalej.

Koła:

Ma. Nawet jakieś alusy są.

Wnętrze:

Tu heca, bo wnętrze zdrutowano. Dlaczego?Ano komuś się jasne nie podobało i zamienił sobie na skórzane, dzięki temu wnętrze w czarnym świniaku, ale nie składają się elektrycznie zagłówki, płaczę rzewnymi łzami i ubolewam nad tym, pomimo, że używałbym tylko do tego, żeby koledzy zalewali się wódką w trakcie jej picia guziczek „klik” i głowa leci do tyłu w czasie przechylania szkła, ale żeby ze mnie nie wyłaził wredny typ, to póki co auto pozbawione tego diwajsu, chyba że zechce mi się na wiosnę (a wiem już teraz że nie) przerobić kostki przy fotelach. W ramach rekompensaty za te zmiany są przednie fotele podgrzewane, tylko co z tego jak kostki też nie pasują i włączniki trzeba by dorabiać.

Świniak  jest w przyzwoitym stanie i dobrze się prezentuje, deska, kiera , elektryka sprawna. Wkurza trochę świergocząca dmuchawa na zimnym silniku, trzeba by pewnie poczyścić silniczek, ale czy znajdę czas i chęci by o rozdłubać?

Silnik:

140 koni w 5 cylindrowym rzędzie. 11sek/100km/h szału nie robi, ale zamulaczem nie jest, całkiem fajną dynamikę ma (tu 5 garków robi robotę). Cichy i komfortowy, w trasy do umiarkowanej jazdy wystarcza, spod świateł się nie pościgam z żadnymi passatami, ale jakoś to przełknę. Zaskakująco niskie zużycie podtlenku biedy, w trasie przy grzecznej jeździe 9.6 gaziwa na setkę, przy żwawszej 11 litrów, z tankowania trochę z przyczepką i ładunkiem, trochę w trasie-11.5 litra, maksymalne zużycie 13,5 gdzie ciągałem jednego parcha w którym rozleciał się napęd.

Zawieszenie:

Zawieszenie komfortowe, nawet bardzo, w trasie się płynie jak to na dostojną limuzynę przystało, parkuje się jak dorodną półciężarówką, no ale cóż takie gabaryty…W zawieszeniu mam parę spraw do poprawy, na SKP wyszło, że do zmiany jest amortyzator tył (pójdą dwa nowe), łącznik stabilizatora tył, drążek kierowniczy przód i pan diagnosta znalazł delikatny luz w poduszkach sanek. Ale źle nie jest, części do wołowiny nie są rujnujące, przynajmniej do mojego egzemplarza, bo tak na przykład markowy amortyzator z wyższej półki to koszt ok 150zł. Nie to że teraz tam się wszystko tłucze, ale potrafi skrzypnąć na śpiącym policjancie, więc trzeba będzie powymieniać to co ma luz i cieszyć się z jazdy.

Przebieg:

Przebieg jest niski, bo należał do bibliotekarki co to w tej samej gminie mieszkała i pracowała, więc dojeżdżała rowerem, a tylko w bardzo słoneczne dni jeździła samochodem, bo wiadomo klima jest i pod pachami koła się nie robią, natomiast w pozostałe dni jeździła rowerem, a volviak stał w garażu, stąd tak niski przebieg 179000 kilometrów. 18 właścicieli i 39 pośredników również okazało się być w porządku ludźmi i uczciwymi, bo nikt nie cofał.

A tak poważnie to jechałem niedawno i trafiłem na urodziny. Czyje?Ano mojej szesnastoletniej wołowinki…100 lat krówko!

volvo s80 2.4