6 grudnia, wszystkim wiadomo co to za data, są to imieniny naszych kolegów a mianowicie Abrahama, Heliodora, Morzysława, Polichroniusza czy Tercjusza, imion na tyle znanych, że każdy z nas ma przynajmniej po kilku znajomych z takim imieniem. No ale czy to czyni ten dzień czymś wyjątkowym?Oczywiście, że nie, bo kto dziś obchodzi imieniny? Wg mnie to taka naleciałość z czasów PRLu, kiedy to kierownik miał imieniny i personel musiał o nich pamiętać, trzeba było zrobić zrzutę, kupić porządny prezent bo kierownikowi czy dyrektorowi chłamu nie wypadało kupować. Dyrektor bądź kierownik w podziękowaniu przynieśli ciasto z zakalcem, które upiekła ich żona, lub zlecili takowy wypiek pani Zosi, sekretarce, która to obsługuje biuro pana „derektora” a w ramach uznania zasług jest po godzinach obsługiwana przez niego. Oczywiście żaden z dyrektorów czy kierowników nie pamiętał o imieninach Zenka z produkcji czy Jadwigi z działu opakowań, Ci świętowali po cichu. Nadymka imieninowa była zatem egoistyczna i obłudna, działała jednokierunkowo jak z resztą cały kolektyw peerelowy-w trosce o swoje dobro, pod przykrywką dobra Twojego.

6 grudnia to również imieniny grubego metroseksualnego gościa, co to stroi się wiecznie w czerwone spodnie, bajerancki pasek i kufajkę rodem od Armeniego, zakłada do tego modne buty z CCC, strzyże się tylko w zakładach specjalizujących się w strzyżeniu zwierzaków, daje mu to przewagę nad fryzurami normalnych ludzi. Zapuścił również brodę na wzór Aarona Kaufmana, jednak nie używa tak jak on szamponu DX2 w srebrnej tubie przez co całkiem mu te kudły posiwiały.

To gość który stworzył taką modę na swoje imieniny, że Zień, Minge czy Jacyków to małe pikusie i mogą brać u niego korepetycje. Facet dzięki swojemu marketingowemu podejściu powoduje potężne odchudzanie u ludzi, a właściwie odchudzanie ich portfeli. Ludzie wpadają w maniakalny szał kupowania, a chińczycy zacierają ręce bo to czas, gdzie obładowane kontenerami statki pełne gówna wykonanego z pangi i wyrzeźbionego w różne wzory i pomalowane na przeróżne kolory  wpływają do Europy by ją zalać wszelkiego rodzaju świecidełkami.

Tajemniczy koleś o którym mowa to oczywiście Mikołaj. Dziś dzieciaki się obudziły, znalazły prezenty koło łóżek, pytają się co to i skąd, żona z gracją i premedytacją, powabnie je okłamała, że to od Mikołaja, zapytana jak on tu wszedł, no jak to jak, przez komin. Dobrze, że dzieciaki zajęły się zabawkami, bo kiepsko byłoby wytłumaczyć jak ten czerwony grubas wlazł kratką wentylacyjną, która i tak jest dodatkowo zasłonięta po piździ od niej niemiłosiernie. No ale żeby nie było, żona również i mnie się zapytała co chcę od Mikołaja…

Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nic nie chcę, ale w zamian kupię sobie jakiś samochód. A co, jak szaleć to szaleć. No ale tak przeglądam ogłoszenia i niewiele w nich jest, chciałbym coś niedrogiego i nieszablonowego, no i wpadła mi w oko Lancia. Wytwór koncernu fiata, a mianowicie lancia kappa, z motorownią 2.4 175 koni. Czyż to nie jest uroczy wozik?

samochody używane sprzedaż

Jako że samochody to moje hobby, to lubię takie cudaki. Pojeździłbym sobie wolnymi chwilami, pod warunkiem żeby w tym czasie nie stała u mechanika-wiadomo, to lancia. Sypie się to jak galerianki w Arkadii-podobno, ale podobno to Kopernik był kobietą, podobno folcewaginy są nie psujne i jak znam życie dyrdymały opowiadali Ci, którzy ujeżdżali nie psujne polonezy i zazdrościli lancii. Samochód wzbudza dwojakie emocje, albo się skrajnie nie podoba albo go ludzie uwielbiają, ja mam ambiwalentny stosunek, dlatego chcę go jakoś ujednolicić.

Zewnątrz samochód kojarzy mi się z rządowymi furami z lat 90tych, ciekawe dlaczego???A wnętrze…miałem kiedyś mareę, welur zastosowany w niej na fotelach nie był taki super jak w mitsubishi galancie z 89r, ale fajny, przytulny, no tutaj fotele wg mnie pierwsza klasa. A lubię w samochodowych fotelach poczuć się jak biskup w czasie procesji w podniosłym tonie prowadzony przez niższych rangą księży. Te foteliki z lancii dają namiastkę komfortu i wygody, czyż nie? Jednak kolega Mirek spod Hajnówki rzecze do mnie: Lancia? Z gazem?U mnie może by to na granicę wzięli…Kupią to później?Ruda to lubi? No ale co ja się w sumie spodziewałem podrzucając temat ortodoksyjnemu wyznawcy koncernu BMW i Audi. Zbił mnie trochę z tropu :/

samochody używane na sprzedaż

Jako, że mam różne samochody używane na sprzedaż, to nawet jakbym taką zakupił to po tym jak pocieszy moje oko postaram znaleźć się jej nowy dom. Reszta wnętrza nie zachwyca, dlatego nie będę się nad tym rozwodził.

Numer dwa jaki wziąłem sobie na widelec to Chrysler Voyager II z początku lat 90-tych.  Samochód z epoki, gdzie auta robili na trwałość a nie na to ile kasy jest w stanie przynieść do serwisu ich klient. 3.3 dziesiąte litra w układzie V, automatyczna skrzynia biegów i tylko 163 konie mechaniczne, nie tworzą z tego tatusiowoza pierwszego spod świateł sprintera, ale statecznego wakacjowoza co to w wygodnych fotelikach (a prawda, że wyglądają na wygodne?) przewiezie całą familię na ich długo wyczekiwany oddech. nowości motoryzacyjneWnętrze tak samo jak i w lancii nie powala jakością plastików, nie rzuca na kolana świecidełkami na desce rozdzielczej, nie powoduje oczopląsu. Jest ergonomiczne i zrobione dla kierowcy, ma wszystko co potrzeba a zarazem nie powoduje odwracania uwagi od tego, o co chodzi w kierowaniu samochodem-czyli kierowania. Auta osobowe używane mają w sobie coś ciekawego, im starsze, tym więcej ciekawostek, od druciarstwa i pomysłowości domowych Adamów Słodowych, co to przerabiają DPFy na PDFy, po naprawdę fajne pozycje zmian i poprawianie fabryki w korzystny dla samochodu sposób.

Najfajniejsze jest jednak coś innego-to żywot motoryzacyjny jaki te samochody miały, ich historia, to co widziały swoimi reflektorami, co czuły swoimi zderzakami. Mogłyby nam opowiedzieć wiele historii od tych tragicznych po te śmieszne, te które przytrafiły im się w czasie przemierzania kilometrów.

Fajne jest również to, że można uratować czasami samochód będący u schyłku swojej świetności. samochody 7 osobowe używane

Ten egzemplarz wymaga remontu blacharskiego, dość poważnego. Jeśli dogadałbym się z obecnym właścicielem, szanse na to, że pożyje on jeszcze kilka lat znacznie wzrosną, bo nie skończy na wożeniu beczek z paliwem w przygranicznej miejscowości, czy jako dostawczak na budowie dowożący cegły i cement. Dostałby solidne poprawki blacharsko lakiernicze, zapewne progi, reperaturki, wycinane purchle itp, po to, by nie skończył na motoryzacyjnym śmietniku. Bo te auta mimo, że swoje pięć minut już miały, to mogą pocieszyć kolejne osoby, z resztą jak pokazuje życie wiele osób przejechało się na nowoczesnych plastikowozach, wpompowało niemałe pieniądze na naprawy i szukają teraz starych, sprawnych samochodów. Obydwie propozycje mogłyby nimi być, co by było spełnieniem próśb do Mikołaja i dawało zadowolenie kolejnym nabywcom.

Uważam, że warto dbać o motoryzację, która jest za młoda na to by być youngtimerem czy innym klasykiem, jednak jest już pełnoletnia i co raz więcej egzemplarzy przerabianych jest na żyletki.

Mylę się?Jeśli tak, to znaczy, że zbyt kąśliwa była promocja Jim Beama w Lidlu i czas kończyć drinka.