Za górami, za lasami, na obrzeżach Hajnówki…Właściwie to na przedmieściach Hajnówki, krainy Żubrów, no bo chyba można tak powiedzieć o odległości niespełna 140km?No nie ważne, ale właśnie tam gdzie opisałem, mieszka mój serdeczny przyjaciel handlarz Mirek. Fajny z niego gość i fachura jakich mało, dilował w latach 80 tych jeansami, złotem, dolarami w Jugosławi, Bułgarii, Rumunii czy Związku Radzieckim, właściwie do tych ostatnich mu najbliżej, pomimo, że te 140 kilometrów od Hajnówki to jeszcze w Polsce, to język wschodnich sąsiadów oraz interesy z nimi Mireczkowi nie są obce. Weekendami degustuje po słowiańsku z okolicznymi fajkarzami, mrówki przynoszą mu gifty z pieszych wycieczek, a okoliczni nafciarze kłaniają mu się w pas. Obecnie od paru lat sprzedaje okolicznym ludziom chemię, niekoniecznie taką z Niemiec…Kupują u niego i starsi i młodsi, i faceci i kobiety, nawet ciężarne również zatowarowują się u niego, wyrobił sobie chłopak markę no to teraz ma, ale pora porozmawiać o drugiej gałęzi jego działalności, która związana jest z jego pasją i hobby a mianowicie chodzi o hajs, tfu znaczy się o motoryzację, o samochody przecież chodzi. W okolicy nie ma fachury nad niego i mogę go polecić każdemu kto mieszka tak jak on na przedmieściach Hajnówki. Targa on fury od naszych przyjaciół zza zachodniej granicy, od tych co to słabo grają w siatkówkę, a ostatnio też w nogę dostają bęcki, nie mylić ich z importem od Alego, Ahmeda czy Khadira, bo to nie ta liga, mój serdeczny przyjaciel jest takim rodzynkiem pośród hołoty, odróżnia go często zapomniany przez innych wyróżnik, jakim jest..uczciwość.

Klął nie raz, że trzeba było cofnąć, sprowadzić zgliszcza i podrobić na sprzedaż, no ale ręce nigdy mu się nie imały takiego przedsięwzięcia, zawsze powtarza, że lepiej małą łyżką żreć a długo, niż nałykać się i sraczki dostać, no i coś w tym jest…

Przyprowadził Mirek astrę na full wypasie z dojczlandów, astrolot III generacji, w stupiędziesięciokonnym dieslu z opcją sport, żeby nie było w wersji kombi to by lachony pod dyskotekami majtki przez głowę ściągały, bo piękny lakier plus felga osiemnastka powodowała, że płeć żeńska w wieku zbliżonym do wielkości alusów  z zazdrością spoglądała jak Mirek w ciepłe jesienne popołudnia przemieszczał się bulwarem. Astra powodowała westchnienia przechodniów i na każdym podjeździe dawała plus dwa punkty do szacunku sąsiada, oraz powodowała gęsią skórkę u wszystkich młodych drajwerów.

No ale Mirek to nie jest żaden koneser niemieckiej myśli technicznej, tylko szanowany od Hajnówki po Kaliningrad biznesmen, więc umył asterkę, nawoskował, żeby gołębie kupy lepiej schodziły, wziął lustrzankę marki Smiena model 8M, którą dostał od serdecznych przyjaciół z Władywostoku, co brali od niego Poloneza w full wypasie 1.4 z silnikiem rovera, pokrowcami „miśkami” oraz postawionym na tylnej półce Killerze (bo tak miał na imię) metalowy piesek z bujaną głową. Imię dostał od wdowy co to wysłała swojego ś.p. męża po kurczaka z promocji do sklepu na B, no i wylazł mu pieszy na pasach, w polonezie świeżo zrobione hamulce sprawdziły się w 100%, pieszy przeżył, niestety Killer rzucił się panu na szyję łamiąc mu kręgosłup. Wdowa puściła za grosze poldżera, a szanowany Mirek nie marnuje okazji, po 3 praniach krew zeszła z pokrowców i doinwestowany poldek został zamieniony na wołgę, samarę i w gratisie z podjarania dorzucili koledzy ze wschodu aparat, co to wzięli ze sobą na wycieczkę.

Parę minut po zmroku Mirek trzasnął kilka fotek, oczywiście z lampą by widać było jak pięknie lakier w świetle lśni, takiego lakieru nie powstydziłby się żaden detailingowiec, zero jakichkolwiek rysek, czy swirli, po prostu mucha nie siada, bo nie ma takiej przyczepności na takiej powierzchni. Samochód stanął w polskich internetach na sprzedaż…

Na odzew nie trzeba było długo czekać, pół kawy po dodaniu ogłoszenia dzwonił pierwszy zainteresowany, chciał przyjeżdżać za 3 godziny i zabierać, no ale kolega szanuje swój czas i jako że było po 22, to nie uśmiechało mu się zwlekać o 1 w nocy by wydać klientowi auto, ostudził troszkę zamiary napalonego na astrę i przełożyli oględziny na drugi dzień, Mirek obiecał, że nie zrobi mu świństwa i poczeka ze sprzedażą do siódmej rano. Jako, że to człowiek honoru jest, to dotrzymał obietnicy.

Rano spotkał się z potencjalnym kupującym, który obejrzał astrunię, pojeździł i z błyskiem w oku jaki się ma, gdy wygrywa się na loterii, uderza w bajerę do Mirka:

Proszę Pana, podoba mi się przeokrutnie Pana astra, czy weźmie Pan w rozliczeniu ode mnie moją Vectrę? A posiadał on vectrę C 2.2 w GTSie. Panie Mirku, stan vectry jest idealny, jestem fanem marki, jestem zalogowanym i aktywnym użytkownikiem na 17 forach motoryzacyjnych, między innymi na pakietgts.pl, znowusiezjebal.pl, najtanszechinskieczescidosamochodow.com.pl, wybaczmitotylkoopel.net i jeszcze kilku innych, także nie jestem jakimś tam handlarzem nygusem czy naciągaczem, jestem fanatykiem marki, auto bez wkładu finansowego.

No to Mirek rzucił okiem na vectrę, która z odległości 50 metrów robiła całkiem przyjemne dla oka wrażenie, ba nawet z 40 metrów źle to nie wyglądało. Szybki rzut oka, przebieg wydawał się być realny, wnętrze odszczurzone, więc odpadało wielogodzinne detailingowanie, no ale nie byłby Mirek sobą, by ufał swoim oczom, wiedział bowiem doskonale, że chłopaki co mają lakiernie na wsi znają się na fachu i robią robotę lepszą niż niejedno ASO. Wziął zatem mierniczek i powolutku obadał vectrę, z każdym przyłożeniem miernika jej właściciel zmieniał kolor od różnych odcieni czerwonego, przez purpurę, fiolet aby na końcu pomiaru ze łzami w oczach być zupełnie bladym, cała krew odpłynęła zapewne w inne części ciała i na pewno nie do mózgu, bo przez kilka chwil nie było kontaktu z typem.

Mirek człowiek spokojnego ducha szczerze współczuł wyszpachlowanych słupków w samochodzie od fanatyka, pocieszał, że chociaż dach ma w oryginale i zaprosił do zakupu astry z gotówką, jak sprzeda vectrę. Cenił ją bowiem 17 tysięcy złotych. Załamany chłopak zapytał się Mirka ile w takim razie to to warte, i otrzymał pokrzepiającą duszę odpowiedź, że może za 15 mu się uda, jak czas potem pokazał chłopak wziął sobie rady do serca,  bo kilkadziesiąt minut później cena w ogłoszeniu była zmieniona na 15 000.

Historia ta wydarzyła się naprawdę (troszkę ubarwiona jedynie), tak oto brzmiał tytuł oferty po zmianie ceny:

viki1

czyż nie napawa optymizmem?A jeszcze jak wczytamy się w treść, gdzie sprzedawca pod niebiosa wychwala, że to od żadnych handlusów, tylko od fanatyka marki, to już w ogóle cud miód i orzeszki…

sprzedam vectrę

A teraz słowa mojego serdecznego przyjaciela Mirka…

wczoraj przyjeżdża do mnie chłopak na zamianę.. astra mu się spodobała
przywozi takie uo (link do ogłoszenia)

SPRZEDAM Vectra C 2.2 GTS! Ideal! OKAZJA!

żadna mecyja.. ale trzeba coś działać, żeby był ruch
wiesz o co chodzi..
wsiada do astry, ogląda, sprawdza czy SO PRZEDMUCHY! odkręca korki.. rusza na ręcznym, rozumiesz.. podoba się.. i bardzo chętnie się zamieni..
mówię.. OK .. to teraz obejrzę sobie twoją victorię..
historia.. sprowadzony ze Szwajcarii kupiony w, jakże by inaczej, „Płocku”
jakieś wlepki na przebieg niby są, motor suchy, oglądane nocą.. auto ujebane, ale w miarę trzyma się kupy na pierwszy rzut oka..
miecz w dłoń..
lakier.. oryginał. ORYGINAŁ na dwóch kurwa elementach!
dach i klapa tył

cały, CAŁY w drugim lakierze, plus szpachla na drzwiach i błotnikach.. pocieszam chłopaka, bo widzę że się trochę podłamał (jakoś mu uwierzyłem że nic nie wiedział i takiego kupił)
że może tylko porysowany był dookoła itp… zagłębiam się w temat dalej, niestety klamka zapadła w momencie pomiaru słupków lewej strony i progu od kierowcy ,poklepałem po ramieniu i wysłałem do domu, jak sprzeda to ma przyjechać z gotówką po asterkę
takie to kurwa ideały z prywatnych rąk!

 

Także szukajcie tylko od prywaciarzy, tam zawsze zadbane, a od fanatyków w szczególności 🙂